Nie znalazłeś tutaj odpowiedzi? Poszukaj i zapytaj na forum elektroda.pl



Go back to group page
Subject:Leciwy Marantz
Author: Krzysztof Olszewski
Date: 28 Sep 2009
Cześć

Mam CD Marantza 6000, niestety po kilku ładnych latach pracy zaczyna 
siadać, nie czyta płyt gubi ścieżki, czyżby siadał laser?
Odczytałem typ napędu to Philips L1210/45, może ktoś wie gdzie można to 
kupić i czy to są jakieś mega pieniądze? A może ten laser da się 
"podkręcić"  jakąś pr-ką?

Pozdrawiam
Krzysiek



Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: jancio
Date: 30 Sep 2009
Krzysztof Olszewski pisze:
> Cześć > > Mam CD Marantza 6000, [...] czyżby siadał laser?
[...] ktoś wie gdzie można to kupić[...]. Artykuł dla Ciebie : http://www.lampizator.eu/LAMPIZATOR/TRANSPORT/laser/Laserology.html Od siebie dodam - że od kiedy to przeczytałem i zastosowałem w praktyce - ożywiłem (treningowo) swojego emerytowanego CD pioneer-a (a nie czytał juz prawie nic), rozzuchwalony powodzeniem - sony znajomego, a inne sony, żyjące co prawda - zaczęło grać bez porównania lepiej (co nie znaczy że z audiofilskiego punktu - dobrze) niż przed zabiegami kosmetycznymi. Coś jakby dvd przeistoczyło się w cd. Trudność polega wyłącznie na byciu zdecydowanym, ale delikatnym :) Gorzej nie będzie, tak czy siak. Jancio
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: CeSaR
Date: 6 Oct 2009
> Trudność polega wyłącznie na byciu zdecydowanym, ale delikatnym :) > Gorzej nie będzie, tak czy siak.
Swoją drogą zajefajny artykuł :-) C
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: jancio
Date: 9 Oct 2009
CeSaR pisze:
>> Trudność polega wyłącznie na byciu zdecydowanym, ale delikatnym :) >> Gorzej nie będzie, tak czy siak.
> > Swoją drogą zajefajny artykuł :-) >
O, tam jest mnóstwo zajefajnych artykułów. Na przykład ten : http://www.lampizator.eu/LAMPIZATOR/REFERENCES/CEC/CEC%20TL-1X.html Podpięcie oscyloskopu do wyjścia cyfrowego - daje wynik podnoszący włosy na głowie. Tanie odtwarzacze dvd dają coś takiego, i żaden szanujący się audiofil nie wpiąłby tego w drogi system. No, chyba że kosztuje grube tysiące i było traktowane jak ołtarzyk. Te legendy audio :) Takie rzeczy pomagają wyleczyć niektórych* z niczym nieuzasadnionej wiary w to, że istnieje jakiś 'anielski pył' (tym pyłem jest nazwa firmy i/lub cena, wysoka cena), i wystarczy że się nim posypie sprzęt aby nagle zaczął być o klasę, dwie albo wręcz dziesięć, lepszy od "nieposypanej" konkurencji. Dźwięk, IMO - zależy od dobrego projektu (wiedza), dobrego wykonania (precyzja połączeń, podzespoły wysokiej jakości) i...i tyle. Cudów nie ma. aleph pass, na przykład - orginał kosztuje 2.000$, klon DIY na tanich elementach da się zbudować za 1500-2000zł (czyli 400-500$) i nie osiągnie klasy orginału, klon na elementach bardzo wysokiej jakości da się zrobić w przedziale 2500-3000zł, i taki zagra tak samo lub nieco lepiej niż orginał. Czyli, zawsze osiągnięcie jakości kosztuje, nie czarujmy się...i można ją osiągać spokojnie w pewnym przedziale cenowym. Poniżej się nie da - powyżej jest nieuzasadnione. Dzięki takim stronom, jak ta - prowadzona przez Fikusa - dowiadujemy się, poza ogromem wiedzy, o rzeczywistej wartości sprzętów. Bez lutownicy i wiedzy elektronicznej...dupa. A czasem wystarczy modyfikacja za 2$ dodana do sprzętu za 5000$, żeby znacząco go poprawić. Zabawne. Jancio
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: CeSaR
Date: 9 Oct 2009
> Takie rzeczy pomagają wyleczyć niektórych* z niczym nieuzasadnionej wiary > w to, że istnieje jakiś 'anielski pył' (tym pyłem jest nazwa firmy i/lub > cena, wysoka cena), i wystarczy że się nim posypie sprzęt aby nagle zaczął > być o klasę, dwie albo wręcz dziesięć, lepszy od "nieposypanej" > konkurencji.
No tak. Ale takie rzeczy tym bardziej świadomym podnoszą ciśnienie, że nawet jakiejś strasznie znanej i cenionej marce do końca ufac nie wolno :-( Ja co prawda nie znam się na tych markach, sprzęt z artykułu jest dla mnie czymś nowym i nigdy o tym nie słyszałem ale nie o to chodzi. Dla mnie konkluzja jest taka - słucham i zastanawiam się czy mi się podoba czy nie. Jeśli jest OK to nie wnikam co jest w środku bo nawet dobre sprzęty mogą "żenić kaszanę". Przecież nikt z oscyloskopem do sklepu nie będzie latał... pzdr C
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: jancio
Date: 11 Oct 2009
CeSaR pisze:

> No tak. Ale takie rzeczy tym bardziej świadomym podnoszą ciśnienie, że > nawet jakiejś strasznie znanej i cenionej marce do końca ufac nie wolno :-(
Ja, na szczęście dla mnie, mam naturę optymistycznego sceptyka :) I wiem, że nikomu ufać nie wolno, gdy mówimy o sytuacji biznesowej. Takie rzeczy nie podnoszą mi ciśnienia, tylko stanowią kolejne (już zbędne, tak naprawdę) dowody, na poparcie tezy, że każdy sprzęt jest tyle wart, ile suma części które zawiera, plus, powiedzmy - drugie tyle za wiedzę kontruktora, projekt, wykonanie, wygląd, etc etc. Plus, oczywiście, można dołożyć dowolną kwotę za wyjątkowość (transport typu top-loader) i inne, w tym stylu. Dlatego podalem przykład Aleph-a jako wzrcowo wycenionego wzmaka. Jest bardzo dobry (dla większości ludzi - hi-endowy dźwięk), co nie znaczy że nie mozna lepiej. Samodzielnie mozna zbudować wysokojakosciowego klona za ~$1000 (i cenę robą części, nie "audiofilskie powietrze), orginał jest wyceniony (nowy) na $2000. Idealnie.
> Ja co prawda nie znam się na tych markach, sprzęt z artykułu jest dla > mnie czymś nowym i nigdy o tym nie słyszałem ale nie o to chodzi. Dla > mnie konkluzja jest taka - słucham i zastanawiam się czy mi się podoba > czy nie. Jeśli jest OK to nie wnikam co jest w środku bo nawet dobre > sprzęty mogą "żenić kaszanę". Przecież nikt z oscyloskopem do sklepu nie > będzie latał... >
Ano, nie. Co gorsza - recenzenci też nie. Jeśli coś ma pdnosić ciśnienie - to własnie to, ze własciwi do tego ludzie tego nie robią. Producenci podają zwykle zestaw parametrów elektrycznych i elektroakustycznych urządzenia. Przy czym niektóre z nich na dźwięk wpływu nie mają żadnego, a niektórych ważnych - nie podaje się. Dlatego popieram to co robi Fikus (twórca strony lampizator) - bo on uprał się ustalić, CO powoduje, że gra dobrze, a co - że gra źle lub gorzej - przy tych samych parametrach podawanych przez producenta. Odkrył (i robi to nadal) wiele takich reguł, i publikuje je. Cenna wiedza, często stająca w poprzek nie tylko mainstream branży, ale i czasem poglądom DIY-owców (n.p. test kondensatorów - czy rzeczywiscie zmiana kondensatorów coś poprawia/zmienia). W przypadku tego CEC-a, sytuacja jest o tyle kuriozalna, że to kultowa maszyna...tyle że, jak się okazało - broken by design. W stanie fabrycznym - bubel, dający na wyjściu coś w stulu boomboxa. Drogi i rewelacyjny napęd, wysokopółkowe elementy, wyjątkowa obudowa...i układ na wyjściu, celowo psujący dźwięk (przypadkiem się tam nie znalazł). Po co? Ano, aby ten transport wyróżniał się dźwiękiem, prawdopodobnie. Ten CEC zaczarował wielu audiofilów, recenzentów, zbierał nagrody. Tak, moim zdaniem, kończy się poleganie "na słuchu", kierowanie się mitami i opiniami nieznanych ludzi, niechęć do przykładania miernika i osyloskopu, wiara w "anielski pył", logo firmy i...brak wiedzy o zjawiskach elektrycznych. Czesto spotkasz się z pojęciem "wiedzy odsłuchowej, ogromnego doswiadczenia z odsłuchów". To nic innego, jak prosta lista przypadkowych zestawień. Pewnie taką "wiedzę" można zapisać na jednej kartce A4 - coś w rodzaju: 1. zestawienie primare xxx z rotelem xxx - kicha 2. yamaha xxx + electrocompaniet xxx - rewelacja itp itd. To przydatne, ale ja wolę Fikusowy styl, coś w rodzaju przepisu na transport : wziąć czytnik oparty na układach philipsa i z dobrym mechanizmem (CDM2 or so), dołozyć osobne zasilanie dla chipa SA72xxxx, odciąć istniejace wyprowadzenie spdif, poprowadzić z nózki 2 tego chipa sygnał bezpośrednio do wyjścia RCA, zbocznikować tym a tym. Wymienić zegar na precyzyjny. Cena modyfikacji - ~500 zł. Efekt - uczciwy, rzetelny high-endowy transport. Taka wiedza - gwarantuje mi uzyskanie w określonej kwocie (n.p. cena zakupu dowolnego philipsa plus 500 zł modyfikacja) - coś co będzie transportem idealym. Ja wolę tak...ale, rzecz jasna to rzecz gustu. Dla kogoś kto musi mieć system "wyglądający" - to i tak nie do przyjęcia. Jancio
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: CeSaR
Date: 11 Oct 2009
> Ja, na szczęście dla mnie, mam naturę optymistycznego sceptyka :)
No do tego masz jeszcze trochę wiedzy. Ja nie mam. Więc kupuję to, co mi się podoba - ze słuchu, wyglądu itd. Mam również ten komfort, że nie mam "unlimited financial resources" :-) więc nie muszę się zastanawiać, czy fantastyczne kolumny spieprzę wzmacniaczem czy może całość jeszcze gorszym źródłem :-) Średni budżet załatwia sprawę :-) C
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: jancio
Date: 12 Oct 2009
CeSaR pisze:
>> Ja, na szczęście dla mnie, mam naturę optymistycznego sceptyka :)
> > No do tego masz jeszcze trochę wiedzy. Ja nie mam.
Bardzo żałuję, że w swoim czasie potraktowałem elektronikę "po łebkach"...zwłaszcza że okazje same pchały się w ręce, jakoś zawsze w okolicy miałem maniaka z lutownicą w garści, chętnego do dzielenia się wiedzą. No, ale ja wolałem dziewczyny i imprezki, kolokwialnie ujmując :) Teraz staram się trochę nadrobić, ale to jeszcze długo(może zawsze) nie będzie wiedza, raczej chaotyczne wyspy wiadomości w morzu znaków zapytania :) A niestety, im dłużej bawię się w audio, tym częściej widzę że prawie każdy sprzęt fabryczny, ma mniej lub bardziej oczywiste wtopy, łatwe do poprawienia. Na pewno łatwiejsze, niż kolejna wymiana sprzętu. Mało co robię sam. Wolę zaufać fachowcom (50% szans) niż dłubać sam (0% szans).
> Więc kupuję to, co mi się podoba - ze słuchu, wyglądu itd.
W sumie, to i ja tak robię. Dodatkowym kryterium obecnie jest dla mnie - czy ktoś zweryfikował budowę wewnętrzną sprzęta, czy można łatwo poprawić etc etc.
> więc nie muszę się zastanawiać, czy fantastyczne kolumny spieprzę > wzmacniaczem czy może całość jeszcze gorszym źródłem :-) > Średni budżet załatwia sprawę :-)
Nie sposób Ci odmówić racji...ja sobie założyłem średni budżet na całość, po czym...wydałem go w całości na kolumny i od tego zacząłem nowy system. :) I teraz nie mam wyjścia - jak DIY i poprawianie sprzętu. Ale, skoro, pomijając wygląd - rezultaty są dobre...to czemu nie? pozdrawiam Jancio
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: Sebastian Kaliszewski
Date: 20 Oct 2009
jancio wrote:
> CeSaR pisze: >
>> No tak. Ale takie rzeczy tym bardziej świadomym podnoszą ciśnienie, że >> nawet jakiejś strasznie znanej i cenionej marce do końca ufac nie >> wolno :-(
> > Ja, na szczęście dla mnie, mam naturę optymistycznego sceptyka :) > I wiem, że nikomu ufać nie wolno, gdy mówimy o sytuacji biznesowej. > Takie rzeczy nie podnoszą mi ciśnienia, tylko stanowią kolejne (już > zbędne, tak naprawdę) dowody, na poparcie tezy, że każdy sprzęt jest > tyle wart, ile suma części które zawiera, plus, powiedzmy - drugie tyle > za wiedzę kontruktora, projekt, wykonanie, wygląd, etc etc. > Plus, oczywiście, można dołożyć dowolną kwotę za wyjątkowość (transport > typu top-loader) i inne, w tym stylu. > > Dlatego podalem przykład Aleph-a jako wzrcowo wycenionego wzmaka. > Jest bardzo dobry (dla większości ludzi - hi-endowy dźwięk), co nie > znaczy że nie mozna lepiej. > Samodzielnie mozna zbudować wysokojakosciowego klona za ~$1000 (i cenę > robą części, nie "audiofilskie powietrze), orginał jest wyceniony (nowy) > na $2000. Idealnie. > >
>> Ja co prawda nie znam się na tych markach, sprzęt z artykułu jest dla >> mnie czymś nowym i nigdy o tym nie słyszałem ale nie o to chodzi. Dla >> mnie konkluzja jest taka - słucham i zastanawiam się czy mi się podoba >> czy nie. Jeśli jest OK to nie wnikam co jest w środku bo nawet dobre >> sprzęty mogą "żenić kaszanę". Przecież nikt z oscyloskopem do sklepu >> nie będzie latał... >>
> > Ano, nie. Co gorsza - recenzenci też nie. Jeśli coś ma pdnosić ciśnienie > - to własnie to, ze własciwi do tego ludzie tego nie robią. > Producenci podają zwykle zestaw parametrów elektrycznych i > elektroakustycznych urządzenia. Przy czym niektóre z nich na dźwięk > wpływu nie mają żadnego, a niektórych ważnych - nie podaje się. > > Dlatego popieram to co robi Fikus (twórca strony lampizator) - bo on > uprał się ustalić, CO powoduje, że gra dobrze, a co - że gra źle lub > gorzej - przy tych samych parametrach podawanych przez producenta.
Ale obawiam się, że sam upór nie wystarczy.
> > Odkrył (i robi to nadal) wiele takich reguł, i publikuje je.
Mam niestety poważne wątpliwości czy te odkrycia to nie subiektywne efekty w głowie samego ich autora.
> Cenna > wiedza, często stająca w poprzek nie tylko mainstream branży, ale i > czasem poglądom DIY-owców
A z tym akurat łatwo być w poprzek, bo to i często są bzdury, wynikające z szamaństwa niepopartego wiedzą. Bo samo machanie lutownicą nie wystarczy. To jak w tej anegdocie... Popsuło się Bardzo Drogie Urządzenie, wezwano Specjalistę. Specjalista przyjechał popatrzył, pomierzył, pomacał... W końcu wziął młotek, raz stuknął i Bardzo Drogie Urządzenie zadziałało. "1000 się należy" - mówi Specjalista. "Co? Ile!? 1000!? Za jedno stuknięcie młotkiem?". "Nie", mówi Specjalista, "Stuknięcie młotkiem kosztuje 1zł. Zaś za wiedzę gdzie stuknąć płacicie 999zł :)". Wielu DIYowców stukać młotkiem owszem umie, ale gdzie stukać -- tego już nie wie. Walą więc dla samej przyjemności walenia.
> (n.p. test kondensatorów - czy rzeczywiscie > zmiana kondensatorów coś poprawia/zmienia).
Rzecz postawiona bez sensu o tyle, że zależy jakich kondensatorów, gdzie i w jakich konkretnie urządzeniach.
> W przypadku tego CEC-a, sytuacja jest o tyle kuriozalna, że to kultowa > maszyna...tyle że, jak się okazało - broken by design.
Wcale nie jestm przekokanny. Te wszystkie napędy paskowe i takie tam to oczywiście voodoo i zabawa dla samej zabawy (lub raczej bajer dla kupującego) -- w końcu CEC to tylko znaczek (trademark) dużego koncernu a ten koncern akurat umie robić i robi napędy. Mogli pobawić się w tego typu wygłup. Jedynym tego zadaniem jest, że to ma wyglądać. Nnno powinno jeszcze cicho chodzić i nie wzbudzać wibracji nawet w pokrzywionych płytach lub płytach wynalazkach o dziwacznych kształtach.
> W stanie > fabrycznym - bubel, dający na wyjściu coś w stulu boomboxa.
Ale czy to w ogóle źle? I czy ma znaczenie? To wszak napęd, tu dźwięku nie ma.
> Drogi i > rewelacyjny napęd, wysokopółkowe elementy, wyjątkowa obudowa...i układ > na wyjściu, celowo psujący dźwięk
Ależ on nie psuje dźwięku, na pewno nie w taki sposób jak Fikus powypisywał (żeby tak dźwięk psuło to musiałby tam być odbiornik, filtr cyfrowy dosyć rozbudowany i kolejny transmiter -- jakoś mi nie wygląda żeby były). Zapewne nie robi w ogóle nic słyszalnego, co najwyżej mniej zakłóceń indukuje w co poniektórych oh-ach audiofilskich high-endowych i och-ach high-endowo źle wykonanych komponentach.
> (przypadkiem się tam nie znalazł). Po > co? Ano, aby ten transport wyróżniał się dźwiękiem, prawdopodobnie.
Transporty to się z zasady nie wyróżniają niczym poza ergonomią, poziomem hałasu, szybkością startu-stopu, zgodnością z różnymi (zwłaszcza nagrywalnymi) nośnikami i odpornością na brud, paprochy, zwichrowane płyty itp.
> > Ten CEC zaczarował wielu audiofilów, recenzentów, zbierał nagrody.
Co samo w sobie jest śmieszne. Transmiter z wystarczająco niskim poziomem jittera to grosze kosztuje i może być (i jest) stosowany w boomboksach. Wystarczy zauważyć, że ogromna większość napędów High-Endowo audiofilskich zbudowana jest w oparciu o gotowe moduły kilku zaledwie producentów. Bo większość Highendowych manufaktur nie jest w stanie wyprodukować sama napędu, bo to jest zbyt precyzyjna robota w której voodoo nic nie wskóra, bo jak się laser o 1 mikrometer przesunie to się sygnał urwie i nic nie będzie słychać). O układach scalonych (kontrolujących całą zabawkę) w ogóle nie ma co mówić. Cały taki moduł kosztuje (hurtowo) kilkanaście dolarów -- bez znaczenia czy potem trafi toto do boomboksa za 30$ czy do High-Endowego napędu za 10000$ -- to i tak to samo.
> Tak, moim zdaniem, kończy się poleganie "na słuchu", kierowanie się > mitami i opiniami nieznanych ludzi, niechęć do przykładania miernika i > osyloskopu, wiara w "anielski pył", logo firmy i...brak wiedzy o > zjawiskach elektrycznych.
Ale samo przyłożenie oscyloskopu bez zrozumienia co się mierzy też nic nie daje. Na oscyloskopie zniekształceń harmonicznych rzędu 5% możesz nie zobaczyć -- a przecież je słychać i to jak! Przebiegi sygnałów niosących dane cyfrowe i owszem się ogląda, ale też trzeba wiedzieć czego się szuka. Zbyt "ładna", zbyt "prostokątna" fala wcale nie musi być lepsza od pofałdowanych zakosów, ba w niektórych przypadkach może gorsza (bo znaczy, że np. wykracza poza przewidziane normą pasmo, albo po prostu, że zbyt duża część energii jest zużywana na "ostre kanty" które do użytecznego sygnału nic nie wnoszą a przez odbiornik i tak zostaną najpierw odfiltrowane). W końcu idealna fala prostokątna jest niemożliwa do osiągnięcia (ma nieskończone pasmo, nieskończoną energię, itd) i standardy transmisji projektuje się z zachowaniem tej wiedzy, ba często wykorzystuje się ten fakt.
> Czesto spotkasz się z pojęciem "wiedzy odsłuchowej, ogromnego > doswiadczenia z odsłuchów". > To nic innego, jak prosta lista przypadkowych zestawień. Pewnie taką > "wiedzę" można zapisać na jednej kartce A4 - coś w rodzaju: > 1. zestawienie primare xxx z rotelem xxx - kicha > 2. yamaha xxx + electrocompaniet xxx - rewelacja > itp itd. > > To przydatne, ale ja wolę Fikusowy styl, coś w rodzaju przepisu na > transport : > wziąć czytnik oparty na układach philipsa i z dobrym mechanizmem (CDM2 > or so), dołozyć osobne zasilanie dla chipa SA72xxxx, odciąć istniejace > wyprowadzenie spdif, poprowadzić z nózki 2 tego chipa sygnał > bezpośrednio do wyjścia RCA, zbocznikować tym a tym. Wymienić zegar na > precyzyjny. Cena modyfikacji - ~500 zł. Efekt - uczciwy, rzetelny > high-endowy transport. Taka wiedza - gwarantuje mi uzyskanie w > określonej kwocie (n.p. cena zakupu dowolnego philipsa plus 500 zł > modyfikacja) - coś co będzie transportem idealym.
Tylko mam wątpliwości czy te przeróbki coś wnoszą, a jeśli coś wnoszą czy to jest coś pozytywnego.
> > Ja wolę tak...ale, rzecz jasna to rzecz gustu. > Dla kogoś kto musi mieć system "wyglądający" - to i tak nie do przyjęcia.
pzdr \SK
"Never underestimate the power of human stupidity" -- L. Lang
http://www.tajga.org -- (some photos from my travels)
Subject:Re: Leciwy Marantz
Author: Sebastian Kaliszewski
Date: 20 Oct 2009
jancio wrote:
> CeSaR pisze:
>>> Trudność polega wyłącznie na byciu zdecydowanym, ale delikatnym :) >>> Gorzej nie będzie, tak czy siak.
>> >> Swoją drogą zajefajny artykuł :-) >>
> > O, tam jest mnóstwo zajefajnych artykułów. > Na przykład ten : > http://www.lampizator.eu/LAMPIZATOR/REFERENCES/CEC/CEC%20TL-1X.html > Podpięcie oscyloskopu do wyjścia cyfrowego - daje wynik podnoszący włosy > na głowie.
Ależ tpo piramidalne bzdury są. Zwłaszcza zdanie: "Here is the bitter truth: CEC sounds smooth and analog like NOT because of the belt thing, but because CEC engineers modified the SPDIF trace to be unrecognizable as square. They filtered it and reshaped it to be without the low square harmonic fundamental. So DACS read it but lack ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^ bass. This is the fake analog smoothness which was created to fool ^^^^^ people into the belt bullshit story." Zawsze kolesia z lampizatora uważałem za nieszkodliwie przeczulonego na punkcie komponentów maniaka który co kilka miesięcy odkrywa nowe najlepsze na świecie urządzenie (obowiązkowo po jego przeróbkach) -- ale to nie jest już nieszkodliwe przeczulenie ani zabawna kolejna "audio nirvana". To jest kompletny *bełkot i nonsens*. Pomieszanie z poplątaniem.
> Tanie odtwarzacze dvd dają coś takiego, i żaden szanujący się > audiofil nie wpiąłby tego w drogi system.
Kształt sygnału cyfrowego ma drugorzędne znaczenie. Ważne jest aby po pierwsze był czytelny po stronie odbiornika (a nawet bardzo kiepska stopa błędów rzędu 1 na miliard jest wystarczająco dobra), a po drugie by zawarty w nim sygnał taktujący (zegar) był odpowiednio równomierny -- tu pierwszorzędne znaczenie ma sam układ taktowania nadajnika, ale pewien wpływ może mieć efekt przesuwania się czoła impulsów gdy np. jest przewaga 0 nad jedynkami i odwrotnie albo gdy jest w tym dodatkowy niżejczęstotliwościowy sygnał zakłócający. Czyli tzw. jitter który fizycznie jest zniekształceniem intermodulacyjnym. Przy czym, jeśli odbiornik ma odpowiednio rozwiązane "clock recovery" to to i tak znaczenia nie ma -- no ale nie wszystkie odbiorniki mają. A to że sygnał jest wygładzony to znaczy, że np. dobrze odfiltrowano sygnały zakłóceń z sieci, a ze spektrum sygnału trasmitowanego drutem wywalono (zbędne) wysokie harmoniczne mogące wzbudzać zakłócenia w innych urządzeniach, w gorszych odbiornikach, itd (uwaga: to są wysokie harmoniczne przebiegu sygnału cyfrowego, nie mają nic wspólnego z transmitowanymi danymi i na te dane też wpływu nie mają). Zresztą spójrzmy na nasze komputery -- tu mamy prędkości sygnałów i ilości transmitowanych danych nieporównywalnie większe niż jakiś spdif to przesłania sygnału z płytki CD. Prędkości są o 3 rzędy wielkości większe, zaś ilość danych o 5 rzędów wielkości większa. A stopy błędów są rzędu 1/tryliona (1/10^18) -- 9 rzędów wielkości mniejsze niż potrzebne dla audio. I to wszystko be voodoo kondensatorów, magicznych oporników itd.
> No, chyba że kosztuje grube > tysiące i było traktowane jak ołtarzyk. Te legendy audio :) > > Takie rzeczy pomagają wyleczyć niektórych* z niczym nieuzasadnionej > wiary w to, że istnieje jakiś 'anielski pył' (tym pyłem jest nazwa firmy > i/lub cena, wysoka cena), i wystarczy że się nim posypie sprzęt aby > nagle zaczął być o klasę, dwie albo wręcz dziesięć, lepszy od > "nieposypanej" konkurencji. > > Dźwięk, IMO - zależy od dobrego projektu (wiedza), dobrego wykonania > (precyzja połączeń, podzespoły wysokiej jakości) i...i tyle. Cudów nie ma.
W przypadku komponentów stricte cyfrowych jakość ma znaczenie o tyle, żeby się nie psuło i nie siało zakłóceniami w stronę komponentów analogowych. No musi się oczywiście mieścić w normach i specyfikacjach
[...]
> Dzięki takim stronom, jak ta - prowadzona przez Fikusa - dowiadujemy > się, poza ogromem wiedzy, o rzeczywistej wartości sprzętów.
W świetle głupot jakie tam powypisywał mam poważne wątpliwości co do oceny "rzeczywistej wartości sprzętów". Bo co do "ogromu wiedzy" (a raczej jej braku, na poziomie nawet elementarnym) to wątpliwości nie mam, niestety, żadnych.
> > Bez lutownicy i wiedzy elektronicznej...dupa.
Niewątpliwie, zwłaszcza bez tego drugiego. Zanim się zlutuje trzeba wiedzieć czy to co się lutuje to ma w ogóle jakikolwiek sens. [...]
> Jancio >
pzdr \SK
"Never underestimate the power of human stupidity" -- L. Lang
http://www.tajga.org -- (some photos from my travels)